Pages Menu
TwitterRssFacebook
Categories Menu

Dodane przez 24 marca 2021 w Aktualności | Brak komentarzy

Muszę zostać świętym, biada, jeżeli o tym zapomnę.

Muszę zostać świętym, biada, jeżeli o tym zapomnę.

Muszę zostać świętym, biada, jeżeli o tym zapomnę.

Czy wiesz jakie wydarzenie dzisiaj obchodzimy?

Co właściwie mówi Ci imię i nazwisko człowieka urodzonego dokładnie sto lat temu, Księdza Franciszka Blachnickiego? 

Być może kojarzysz jego postać z Oazy. Możliwe, że słysząc o nim, zachwycasz się nad jego osobowością; budzi on w Tobie inspirację, podziw i chęć stawania się – tak jak on – coraz lepszym człowiekiem w dążeniu do świętości.

Czego dokonał? Jaką ścieżkę życia przeszedł? Dlaczego właściwie nazywamy Księdza Franciszka Blachnickiego Czcigodnym Sługą Bożym i modlimy się o jego beatyfikację? 

Franciszek Blachnicki – polski ksiądz katolicki, wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, organizator Krucjaty Wstrzemięźliwości, założyciel Ruchu Światło-Życie, twórca Krucjaty Wyzwolenia Człowieka i Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów, więzień obozów koncentracyjnych, prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa PRL, Czcigodny Sługa Boży Kościoła Katolickiego, założyciel wspólnot życia konsekrowanego: Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła, Wspólnoty Chrystusa Sługi oraz Unii Kapłanów Chrystusa Sługi. 

To tylko krótkie przedstawienie jego sylwetki. Zagłębmy się nieco w ścieżkę jego życia.

Franciszek Blachnicki urodził się 24 marca 1921 roku w Rybniku na Śląsku, w wielodzietnej rodzinie Józefa Blachnickiego i Marii – z domu Miller. Jego życie już od początku miało nietuzinkowy wymiar. Od samego dzieciństwa doświadczał szczególnej Opieki Bożej. Otóż jako kilkutygodniowe niemowlę, podczas walk powstańczych, z domu ewakuowano jego rodzinę, a on sam został w budynku. Przypadkowo jeden z powstańców wrócił do domu, zobaczył dziecko i zaniósł do rodziny. O tym incydencie Blachnicki wspominał w bardzo szczególny sposób. Gdy miał 6 lat, bawiąc się z bratem, wpadł do studni. Stracił przytomność, którą odzyskał dopiero w szpitalu. Po wielu latach nazwie to wydarzenie „pierwszym ocaleniem”, ponieważ doświadczył wtedy – jak był o tym przekonany – działania Opatrzności Bożej.

W młodości przynależał do tarnogórskiego hufca Związku Harcerstwa Polskiego. W latach młodzieńczych, w życiu Franciszka wielką rolę odegrało harcerstwo. Tam nauczył się kształtować własny charakter poprzez ćwiczenie woli, które sprawiało, że stawał się „kimś”. Harcerstwo było dla niego – jak mawiał – „aniołem stróżem” jego młodości. Jako młody człowiek był bardzo energiczny. Nie deklarował się jednak jako osoba wierząca.   

Czy zatem, taki człowiek, jakim był Blachnicki, może zostać świętym? 

Oczywiście, że tak. Każdy może zostać świętym – to przeświadczenie o powszechnym powołaniu do świętości coraz bardziej zadomawia się w świadomości ludzi wierzących; zarówno świeckich, jak i duchownych. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że na drodze do świętości można spotkać różne pułapki, a nawet pomylić drogi! 

W świetle życia Franciszka Blachnickiego, spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: co to znaczy być świętym? Cztery cechy świętości to: brak sukcesu “po ludzku”; pełnienie woli Boga, a nie swojej; niesienie krzyża i służba innym.

„Świętość polega na zstąpieniu Boga ku ludziom, a nie na wznoszeniu się człowieka ku Bogu”- /Pułapki na drodze do świętości/.

Każdy może zostać świętym. Jest to przecież cel wszystkich Chrześcijan.

Nie zawsze jednak ten, który na świętego nie wygląda, nim nie zostanie. Święci bardzo często na swojej drodze spotykali wiele trudności. Nie zawsze było im łatwo je przezwyciężać, wymagało to sporego wysiłku, poświęcenia i odwagi. Na drodze księdza Blachnickiego pojawiło się wiele trudności. Od sierpnia 1938 do sierpnia 1939 roku odbywał służbę wojskową. Kiedy otrzymał tzw. kartę mobilizacyjną wyruszył na kampanię wrześniową w wojnie obronnej 1939 r. Jego okres młodości nie trwał więc długo. Podczas okupacji zaangażował się w polskie niepodległościowe struktury konspiracyjne. 

Franciszek Blachnicki daje w ten sposób przykład, byśmy trwali w wartościach, w których jesteśmy wychowani; w miłości do Ojczyzny. Dlaczego tak bardzo zachwycamy się jego osobą? Z pewnością godny podziwu jest jego sposób na świadome kształtowanie swojej młodej rzeczywistości; realnego postrzegania świata przez młodego człowieka.

Po donosie został aresztowany przez Gestapo, a po kilku tygodniach aresztu i przesłuchań został uwięziony w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz przez 14 miesięcy. Przebywał także w karnej kampanii – co ciekawe – także w bunkrze – tym samym, w którym zginął później św. Maksymilian Kolbe.

Cechą świętych jest postawa niesienia krzyża, czyli nasz stosunek wobec cierpienia. Można powiedzieć, że Blachnicki doświadczył piekła tutaj na ziemi. Auschwitz to doświadczenie nadzwyczaj trudne, ale zapewne tam trzeba byłoby szukać początków Ruchu Światło – Życie i przede wszystkim korzeni późniejszej Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. W tym doświadczeniu upodlenia godności człowieka, największego wzgardzenia, rodzi się pragnienie uwypuklenia wolności, która niesamowicie akcentowana jest przecież w Ruchu Światło – Życie. Wolność jest właściwością wewnętrzną, a nie zewnętrzną. Swobody zewnętrznej absolutnie nie doświadczył tam, ani Blachnicki, ani Maksymilian Kolbe. Oni doświadczyli wolności wypływającej z tego, że ich serce jest podporządkowane Komuś znacznie Większemu, Potężniejszemu.  Kryzys prowadzi do rozwoju relacji z Chrystusem, rozwoju człowieczeństwa, wolności, a wolność oczyszcza nasze serca.

Warto uświadomić sobie, że nawet z tego bardzo przykrego doświadczenia – doznania, które nie ma usprawiedliwienia – jesteśmy w stanie wyprowadzić wielkie dobro. Blachnicki udowodnił, jak na świętego przystało, że porażki prowadzą do zwycięstwa.

Po pewnym czasie Blachnicki został przewieziony do Hindenburga do więzienia śledczego, a następnie do Katowic. W marcu 1942 r. niemiecki sąd skazał go na karę śmierci przez ścięcie, przetrzymywano go następnie kilkanaście miesięcy w celi śmierci w Katowicach. Przebywając tam i oczekując wykonania wyroku, przechodził swoją „ciemną noc” oczyszczenia duchowego: zmagał się z pytaniem o sens tego, co go spotkało.

Za najważniejszy dzień w swoim życiu ks. Franciszek Blachnicki uznał datę 17 czerwca 1942 r.; gdy czekał na wykonanie wyroku śmierci, oświeciło go jakieś przedziwne lśnienie – „jakby ktoś zapalił światło w jego duszy”. Franciszek otrzymał wówczas łaskę wiary i przeżył głębokie nawrócenie. Dzięki temu Światłu Blachnicki odkrył, że przez ludzi został skazany na śmierć cielesną, ale sam dotąd skazywał się – na o wiele gorszą śmierć – duchową. W tym dniu doświadczył wielkości Miłosierdzia Bożego. Odkrył wiarę jako rzeczywistość żywą, jako osobiste spotkanie z Bogiem.  Doświadczył, że zostało mu darowane życie – życie wieczne!  Nazwał ten dzień „nowym narodzeniem”. Odtąd oczekiwał już na przyjście kata spokojnie, pełen pogody ducha. 

Zapewne zastanawiał się, dlaczego przez 99 dni nie wykonano wyroku śmierci i w święto Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia 1942 r.), karę śmierci zamieniono mu na więzienie, a tym samym został ułaskawiony.
Dziś, kiedy toczy się jego proces beatyfikacyjny, łatwiej nam jest odpowiedzieć też na pytanie, dlaczego tyle razy był doświadczany „jak złoto w tyglu”? Niewątpliwie przez te doświadczenia Bóg chciał go przygotować do zadań, które mu w życiu wyznaczył.

Gdy dokonało się jego głębokie nawrócenie na osobową wiarę w Jezusa Chrystusa, podjął decyzję o oddaniu się na służbę Bogu. Po zakończeniu wojny, pomimo słabego stanu zdrowia, wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie.  Na początku swojego seminarium zanotował w swoim zeszycie następujące zdanie: „Muszę zostać świętym, biada, jeżeli o tym zapomnę”. To wielkie pragnienie z okresu seminaryjnego spowodowało, że duch ascezy stał się wyraźnym rysem jego duchowości. Studiował na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uzyskawszy magisterium z teologii, 25 czerwca 1950 roku otrzymał święcenia kapłańskie.

Chociaż z pozoru Franciszek Blachnicki na początku nie wyróżniał się niczym, w późniejszych latach jego działalność, odwaga, ogromna ufność i wiara spowodowały, że stał się dla wielu ludzi osobą, która zasługuje na miano “świętego”.  Przypomnijmy, kim jest święty?  Święty, to ten, kto ma ogromne zaufanie do Miłosierdzia Bożego, nie waha się głosić Słowa Bożego tam, gdzie jeszcze ono nie wybrzmiało. Nie protestuje także pełniąc służbę innym, niosąc krzyż i wypełniając wiernie wolę Bożą. Święty to jest ten, który jest w stanie wykorzystać swoje życie w 100 procentach takie jakie mu jest dane.
Podobnie więc jak superbohaterowie nie rodzą się superbohaterami, tak święci nie od razu zostają świętymi. 

Zgoda na brak ziemskiego sukcesu jest charakterystycznym elementem postrzegania świata poprzez świętych. Święty to ten, kto po ludzku przegrał życie.

W czerwcu 1986 r, ks. Franciszek napisał swój testament. Stwierdził, że jedyne, co ma do przekazania, to dary duchowe. Wymienił cztery: dar wiary, otrzymany w celi więziennej; dar wizji Żywego Kościoła, który zaowocował w postaci Ruchu Światło-Życie; dar żeńskiej wspólnoty życia konsekrowanego oraz możliwość „uczynienia siebie darem całkowitym wobec Boga”.

Ksiądz Blachnicki uczy nas pragnienia świętości, które zdobywa się w codziennym życiu; również w przeciwnościach losu. Uważał, że czas jest łaską od pana Boga i nie należy go marnować, ponieważ marnujemy wtedy łaskę. Ignacy Loyola powiedział: Tak się módl, jakby wszystko zależało od Boga i tak pracuj, jakby wszystko zależało od Ciebie.   – Blachnicki żył właśnie w ten sposób, łącząc to z wielką pokorą.

Ostatnią cechą świętości jest służba innym. Sługa Boży Ks. Franciszek Blachnicki całe swoje życie wydał na służbę kapłańską, posługę Ruchowi Światło-Życie i Kościołowi, który jest żywy. Nie chciał dawać chwały sobie, jako kapłanowi, ale prowadzić swoich parafian i podopiecznych do Chrystusa. 

Czego jeszcze uczy? Dawał lekcje miłości do nieprzyjaciół, modlitwy za nich. Potrafił bowiem oddzielić grzech od człowieka, czyny i postępowanie od osoby, która jest przecież dzieckiem Bożym i nie podlega ocenie moralnej.

Ludzie nie uważali Pana Jezusa za Boga, nawet za świętego, nawet za proroka, dlatego Go zabili. Podobny los spotkał ks. Franciszka. Otruli go najbliżsi współpracownicy, którzy dotykali jego świętości, nie dostrzegając jej jednak. Brakowało im wiary. Blachnicki w swojej twórczości pokazuje, że święty nie zawsze na świętego wygląda

Ks. Franciszek Blachnicki zmarł 27 lutego 1987 r. w chwili, gdy w Polsce oazowicze gromadzili się na Jasnej Górze, na spotkaniu odpowiedzialnych za oazy. W telegramie przesłanym po jego śmierci, Jan Paweł II nazwał go „gwałtownikiem Królestwa Bożego”. Pisał, że był on prawdziwym kapłanem Bożym, pełnym ufności i zawierzenia Bogu bez względu na konsekwencje. 9 grudnia 1995 r. rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. Doczesne szczątki ks. Blachnickiego zostały sprowadzone do Polski i spoczęły w kwietniu 2000 r. w Krościenku, gdzie spędził on najbardziej twórcze lata swego życia. W listopadzie 2001 roku zakończono proces beatyfikacyjny w diecezji, w 2002 rozpoczął się proces beatyfikacyjny w Rzymie.

 O tym człowieku można powiedzieć wiele. Jego życiorys jest jak dobra książka, którą odkryło się kiedyś, ale wciąż się do niej wraca i nigdy jej dość. Czytając ją odkrywamy coraz to ciekawsze fragmenty, budzące podziw wydarzenia, czy nad wyraz ciekawe informacje. 

 + Boże, składamy Ci ofiarę dziękczynienia za Twojego Sługę Księdza Franciszka. Spraw, by Jego przykład zajaśniał nam nowym blaskiem, gdy zostanie ogłoszony błogosławionym i świętym. Zapal także w nas gorące pragnienie świętości. Amen.

Autor: Ewa Zwolińska i Kinga Dmitroca (diakonia komunikacji społecznej)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o